wtorek, 10 sierpnia 2010

Rozdział 7

- Trzeba zemścić się jakoś na Noemi - przecież nie będzie zatruwała Ci życia w tej szkole! - wyjaśniła mi Victoria.
- Przecież to cham… - nie dokończyłam zastanawiając się - No tak, zgadzam się z Tobą -
Z jednej strony to należy jej się za te niecałe dwa dni w szkole, ale natomiast z drugiej nie lubię robić ludziom przykrości. Chciałabym dać jej szansę, chociaż wiem, że i tak by z niej nie skorzystała.
- A jeśli się mnie nie posłuchasz to przyjdę to tej twojej szkoły i zrobię z nią porządek - zaśmiała się .
- Dobra, dobra! Będę grzeczna! - nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu.
- Trzeba będzie napisać Ci jakieś usprawiedliwienie z dzisiaj - pomyślała - umiem dość dobrze podrabiać podpisy. Jeszcze coś wymyślę zresztą.
- A tak właściwie to dlaczego nie jesteś w szkole? Przecież jest już - spojrzałam na zegarek - dziesięć po dziewiątej!
- Och - westchnęła - nie ważne. Jeszcze kiedyś Ci to wyjaśnię - wpatrywała się w sufit.
Nie chcąc być wścibska skinęłam głową. Spojrzałam przez okno. Nadal lało jak z cebra.
- Pogoda jest okropna, nieprawdaż?
- Ja tam lubię deszcz - odparła zawiązując swoje długie, czarne włosy w kucyk - mam ochotę gdzieś wyjść. Co ty na to?
- Oszalałaś?
Skinęła głową.
- Oszalałaś! – stwierdziłam.
Victoria wybuchła śmiechem.
- O której kończą ci się lekcje, Sheila? - zapytała.
-O dwunastej. Mogłam zostać w szkole. Trudno mi okłamywać tatę… - szepnęłam - co się stało to się nie odstanie – uśmiechnęłam się.
- Przynajmniej się spotkałyśmy – Victoria obnażyła swoje piękne, śnieżnobiałe zęby.
- Racja.
- Wracając do tematu – mam ochotę gdzieś wyjść. Pada coraz mniej. – spojrzała na okno – chyba nie chcesz zostać z moją mamą sam na sam – uśmiechnęła się – bywa strasznie denerwująca!
Zaśmiałam się.
- Kuszące, ale zdecyduję się chyba wyjść z Tobą. I tak jestem mokra! – przeczesałam swoje mokre włosy palcami tak, jak miałam to już w nawyku.
- Grzeczna dziewczynka! – zaśmiała się.
Z Victorią czas mijał szybko i przyjemnie. Jak to dobrze, że jest ona. Nie wiem jak poradziłabym sobie z moją nową klasą. W starej klasie byłam dość lubiana. Zostałby mi tylko mój tata, który wraca po nocach z pracy… Zastanawiałam się także nad zmianą szkoły, ale nie byłby zadowolony… Prywatna szkoła którą mi zapewnił powinna mnie w stu procentach cieszyć. Victoria złapała mnie za rękę i pociągnęła w kierunku drzwi wejściowych. Z kuchni wydobywał się piękny zapach. Pewnie moja sąsiadka piecze ciasteczka.
- Dziewczynki, poczekajcie! Upiekłam ciasteczka, weźcie parę na drogę! – powiedziała mama Victorii wręczając mi dużą, papierową paczuszkę.
- Dziękuję. Pachną świetnie, pewnie tak samo smakują. – podziękowałam.
Ubrałam trampki, kurtkę i wyszłyśmy. Teraz kropiło tylko trochę, było do zniesienia.
- A jeśli mój tata nas zobaczy? – spanikowałam – twoja mama nic mu nie powie, tak?
- Mam nadzieję, że nie. Nawet gdyby, to wyjaśnisz całą sytuację chyba się nie rozzłości?
- Ale ja nie chcę mu mówić o Noemi. Przecież sobie z nią poradzimy już niedługo, prawda? – uśmiechnęłam się – no to gdzie mnie porywasz?
- Chodźmy do lasu – zaproponowała mi Victoria.
Uśmiechnęłam się.
- Dobry pomysł.
Droga do lasu zabrała nam niewiele czasu. Właściwie nie działo się tam nic szczególnego, cały czas rozmawiałyśmy jak w szkole u Victorii, muzyce, butach i najnowszych filmach.
- Nigdy nie widziałam twojej mamy. Może kiedyś ją poznam? – powiedziała ni stąd, ni zowąd Victoria.
Zabolało. Poczułam, jakby ktoś przebił mnie niewidzialną strzałą.
- Nie żyje - wybąkałam cicho patrząc w niebo.
- Boże, Sheila. Jaka ja jestem głupia, że o to spytałam – przytuliła mnie.
Zaskoczył mnie ten gest.
- Przecież nie wiedziałaś… Skoro mamy być wobec siebie szczere, muszę mówić prawdę.
- To nie zmienia postaci rzeczy. – przytuliła mnie mocniej.
Stałyśmy w tej pozie około minutę, kiedy w końcu przyjaciółka mnie puściła.
- Muszę powoli przyzwyczajać się do tego, że ona … - westchnęłam – nie żyje. Była dla mnie przyjaciółką i wzorem. Tak bardzo jej potrzebuję…
Spojrzałam na zegarek w telefonie. Cyferki przeskoczyły na 11:55.
- Już późno. Niedługo kończą się lekcje, więc muszę być w domu. Do zobaczenia – pocałowałam ją w policzek i odbiegłam.
Kiedy przedarłam się przez las wylądowałam na ulicy otoczonej pięknymi domami. Ponownie spojrzałam na zegarek: 12:05. Kiedy szłam w kierunku mojej ulicy zauważyłam Noemi. Teraz się zemszczę, pomyślałam.
- Cześć Noemi! – powitałam ją kiedy znalazła się wystarczająco blisko.
- Witaj Rudzielcu – zachichotała – nie ładnie urywać się tak z lekcji.
Z uwagi, że pada zauważyłam wielką kałużę stojącą tuż przed nami.
- Trudno – uśmiechnęłam się.
- Lepiej już pójdę, bo ktoś mnie z Tobą zobaczy! – znowu zachichotała.
Kiedy odwróciła się, żeby pójść już do domu podstawiłam jej nogę. Noemi przewróciła się prosto w kałużę.
- Ojej, przepraszam! – zaśmiałam się.
- Jeszcze tego pożałujesz, świnio! – krzyknęła.
Wróciłam do domu szczęśliwa. Zadzwoniłam do drzwi, które błyskawicznie otworzył mi tata.
- Cześć, kochanie – powitał mnie.
- Cześć, tato.
Weszłam do środka, ściągnęłam buty i poszłam w kierunku schodów.
- Jak było w szkole? – usłyszałam wołanie taty.
- Dobrze. Bardzo, bardzo dobrze – uśmiechnęłam się i poszłam do góry.

2 Komentarze :)):

Małgosia. pisze...

świetne! i dobrze tak tej Noemi ; D

... pisze...

nareszcie! dobrze tej Noemi! anarchia!!!! czekam na kolejny.
pzdr.
izk@