czwartek, 29 kwietnia 2010

Rozdział 2.

Wstałam i spojrzałam na nią. Ogarnął mnie strach. Stały za nią jeszcze trzy
dziewczyny które widziałam na rozpoczęciu. Otrzepałam sobie spodnie i spojrzałam na nią.
- Kim ty jesteś? O co ci chodzi? - powiedziałam ze smutkiem.
- Nazywam się Noemi, Rudzielcu. - zachichotała i popchnęła mnie na szafki.
Zadzwonił dzwonek - mój wybawca.Mam nadzieję, że nie będę chodziła do klasy razem z Noemi i jej koleżankami.
Myślałam, że nie będzie tu tak źle. Zresztą zobaczymy, może znajdę jakąś
bratnią duszę. Sala 33 - matematyka. Zaczęłam krążyć po korytarzu, ale zauważyłam parę
osób idących do tej samej klasy, której ja szUkam. Spojrzałam ukradkiem
na osoby siedzące w klasie i odetchnęłam z ulgą - nie było tam dziewczyn, które
widziałam na apelu. Może nie będzie tak źle.
Stanęłam przy biurku nauczyciela, żeby powiedzieć mu, że jestem nową
uczynnicą w tej szkole. Uśmiechnął się do mnie i pokazał mi ławkę, w której mam
siedzieć. Miałam siedzieć koło strasznie przystojnego chłopaka, imieniem Nick.
- Cześć, jestem Sheila. Sheila Bellamy. - uśmiechnęłam się.
- Super. Ja nazywam się Nick. - odpowiedział znudzony i spojrzał do swojej książki.
- Ehm. Mam pytanie. Wiesz może do jakiej klasy chodzi .. Noemi? Nie znam jej nazwiska,
ale jej imię jest dosyć oryginalne. - zapytałam się nieśmiało.
- Noemi? - odpowiedział radosny - Oh. Ona chodzi do 3B. Dlaczego pytasz?
- No bo .. - nie zdążyłam mu odpowiedzieć, bo nauczyciel mi przerwał :
- Nie rozmawiajcie! Nowa, a już się panoszy!
Spłonęłam rumieńcem.Będzie dobrze, przecież w klasie byłam najlepsza z matematyki, chodziłam
na wszystkie konkursy, ale lepiej nie będę się tym chwaliła. Jeszcze wezmą mnie za
kujonkę, czy coś w tym rodzaju. Pan Lerman napisał na tablicy zadanie do obliczenia. Nikt się
nie zgłosił, więc wybrał mnie. Wstałam i prawie przewróciłam się o kogoś torbę, ale w ostatnim momencie
podparłam się o ławkę. Dziewczyny siedzące w ostatniej ławce chichotały, ale nie miałam zamiaru
się tym przejmować. Nie chcę, żeby one też zepsuły mi dzisiaj humor. Już starczy. Podeszłam
niepewnie do tablicy i wzięłam kredę w rękę. Kiedy rozwiązałam już zadanie, czekałam, aż pan Lerman
je sprawdzi. Kiwnął głową i uśmiechnął się :
- Bardzo dobrze, Bellamy.
Odeszłam do swojej ławki bez słowa i przepisywałam swój przykład do zeszytu wiedząc, że połowa klasy
się na mnie patrzy. Nick poprosił mnie o rozwiązanie kolejnego zadania, żeby mógł podlizać się nauczycielowi.
Ostatnio za mocno mu podpadł - tak mi opowiadał. Kiedy zadzwonił już dzwonek powoli zaczęłam wkładać
książki do torby. Podeszły do mnie 2 dziewczyny :
- Hej, jestem Chanel - uśmiechnęła się i trąciła łokciem swoją koleżankę.
- A ja Burberry, miło mi cię poznać. - zachichotała - mamy prośbę. Widziałyśmy, że jesteś dosyć
dobra z matematyki. Dzisiaj jest impreza u Noemi i nie będziemy miały czasu odrobić naszych
zadań domowych. Mogłabyś zrobić to za nas?
- Noemi? - przełknęłam ślinę - No nie wiem. Chciałam dzisiaj ..
- Odwdzięczymy ci się - przerwała mi Chanel.
- Na prawdę, nie mogę. Przykro mi. Może następnym razem.
- Jeszcze zobaczymy! - prychnęła.
Następne lekcje minęły równie szybko, nie działo się nic ciekawego.
Nadal siedziałam z Nickiem. Dostałam od mojego taty smsa :
"Kochanie, nie będę mógł dzisiaj po Ciebie przyjechać. Przyjedzie po Ciebie nasza sąsiadka."
Nie byłam za bardzo zadowolona. Chciałam wyżalić się z tego wszystkiego tacie, a nie
osobie zupełnie mi nieznanej. Wyszłam przed szkołę. Zaczęło mocno padać, więc założyłam
kaptur na głowę. Zauważyłam Noemi ze swoimi koleżankami - Chanel i Burberry w luksusowym
samochodzie. Kiedy koło mnie przejeżdzały ochlapały mnie i pojechały dalej. Spojrzałam na
siebie. Byłam cała mokra! Dlaczego ona cały czas mi to robi? Przecież razem wymieniłyśmy
tylko parę zdań! Koło mnie zatrzymał się samochód. To pewnie moja sąsiadka.
- Wskakuj, Shaila! - krzyknęła radośnie z samochodu.
Weszłam do niego i zatrzasnęłam drzwi. Samochód był strasznie mały. Trochę wstyd było mi
nim jeździć przy takich bogatych kolegach i koleżankach.
- Cześć - powiedziałam nieśmiało - to ty jesteś moją nową sąsiadką? Jak masz na imię?
- Nazywam się Victoria. A to mój braciszek , Samuel. Jest w twoim wieku. - spojrzała w lusterko.
Obróciłam się do tyłu, żeby go zobaczyć.
- I jak tam w nowej szkole? Poznałaś kogoś?
- Tak, poznałam kilka osób. Ehmm - zawahałam się, czy powiedzieć jej o swoich problemach - niestety,
jest taka jedna nie za miła.
- Jak to? - zapytała się Victoria.
- No bo .. cały czas mnie zaczepia. Popycha, podkłada nogi. A ja zupełnie jej nie znam!
Praktycznie z nią nie rozmawiałam! - wyżaliłam jej się - Ma na imię Neomi, a jej koleżanki
to Chanel i Burberry. Może nie powinnam iść do szkoły prywatnej..
- Nie przejmuj się, będzie dobrze. Jeśli nie, zawsze możesz poprosić nas o pomoc. - odezwał się Samuel.
Zapomniałam, że w ogóle jest w tym samochodzie.
- Sam, ty też chodzisz do tej szkoły co ja?
- Niestety nie. Chodzę do Gimnazjum publicznego. - odpowiedział ze smutkiem - Chciałbym chodzić
do szkoły prywatnej, tak jak Ty!
- Uwierz, nie chcesz.. - westchnęłam.

Cz 2.

Była 7.55. Zaczęłam stresować się coraz bardziej. Zaczęłam na nowo rozmyślać.Czy będę lubiana? Jacy będą nauczyciele? Czy dobrze będzie szło mi w szkole?Czy poznam kogoś ciekawego? Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek. Wzięłam głęboki wdech i poszłam na apel do sali gimnastycznej. Stałam gdzieś na końcu, żeby nie wyróżniać się za bardzo. Poczułam na sobie spojrzenia innych uczniów.Prawie wszyscy się tu znali, przecież to szkoła prywatna. Wszyscy byli tak pięknie ubrani. Byli idealni! Nagle zobaczyłam, jak wpatrują się we mnie trzy dziewczyny. Nasze spojrzenia spotkały się, ale ja szybko odwróciłam głowę. Spojrzałam na nie zza włosów. Szeptały i chichotały. Zrobiłam się cała czerwona. Dyrektor zaczął wygłaszać swoją mowę, ale ja go nie słuchałam. Byłam bardzo ciekawa o czym one rozmawiają. Zastanawiałam się, czy do nich podejść czy nie. Kiedy apel już się skończył miałam 5 minut przerwy.Chodziłam po korytarzu szukając swojej szafki. Zapatrzona w karteczkę z informacjami nagle przewróciłam się. Zobaczyłam dziewczynę nade mną która śmiała się ze mnie. To ona podłożyła mi nogę. Do oczu napłynęły mi łzy.

środa, 28 kwietnia 2010

Rozdział 1

Otworzyłam oczy i spojrzałam zaspana na budzik.
Cyferki na wyświetlaczu przeskoczyły na 6:57.
Powoli usiadłam, przeciągnęłam się, nie wychodząc z łóżka rozchyliłam zasłony i wyjrzałam przez okno.
Sięgnęła do okna, by przekręcić klamkę. Chłodne, wilgotne powietrze wpadło do pokoju. , więc szybko schowałam się pod kołdrę,
starając się ocalić resztki ciepła. Nagle ogarnął mnie niepokój.
Początkowo nie zdawałam sobie sprawy czego dotyczył, ale stopniowo przypomniałam sobie jego przyczynę. To pierwszy dzień w nowej szkole.Zadzwonił budzik. Przestraszyłam się i wyskoczyłam z łóżka jak
oparzona. Lękliwie podkulając palce u stóp założyłam kapcie. Odwróciłam się w stronę krzesła, gdzie poprzedniego wieczora przyszykowałam
sobie na rozpoczęcie roku - białą koszulę i jeansy. Kiedy już się ubrałam, szybko związałam swoje długie rude włosy w luźną kitkę.
Za chwilę rozległ się
głos taty :
- Sheila, kochanie! Pośpiesz się, chyba nie chcesz się spóźnić?
- Już idę, tato! - krzyknęłam, założyłam torbę na ramię i zbiegłam po schodach.


Poczułam dym. Zauważyłam tatę stojącego przy kuchence , robiącego naleśniki. Od czasu śmieci mamy
nadal nie radzi sobie z gotowaniem, zazwyczaj robię to ja. Podeszłam do niego, żeby zobaczyć
jak mu idzie. Naleśniki nie wyglądały apetycznie, były strasznie spalone. Nie chcąc robić
tacie przykrości wyjęłam dwa talerze i położyłam je na blacie.
- Tato, dzisiaj była moja kolej na zrobienie śniadania. - powiedziałam.
- Wiem, ale chciałem zrobić Ci niespodziankę. Wiem, że lubisz naleśniki. - odpowiedział z uśmiechem. -
cóż, może nie będą takie dobre jak twoje, ale zawsze coś!
Kiedy naleśniki były już gotowe, zjadłam je szybko, bo chciałam zadzwonić do swojej najlepszej przyjaciółki - Stelli.
Trochę żałuję, że wyprowadziłam się z Parkville. Mieszkałam tam całe 16 lat, byłam bardzo przywiązana do tego miejsca.
Tata przeprowadził się ze mną do Merkantville, żeby przede wszystkim otrząsnąć się ze śmierci mojej mamy. Nie mówił mi
tego, ale wiem o tym. Mama była jego pierwszą i ostatnią miłością. Moje myśli zakłócił dzwięk silnika samochodu
zapalanego przez tatę. Podnosząc torbę, zaczęłam się zastanawiać jak to będzie w tej nowej szkole. Założyłam kurtkę,
trampki i wyszłam. Szybko wskoczyłam do samochodu taty. Drogę przetrwaliśmy w milczeniu. Kiedy już dojechaliśmy,
w końcu się odezwał :
- Będzie dobrze, zobaczysz.
- Zobaczymy - odezwałam się i niepewnie zaczęłam iść w stronę szkoły.