Z mojej dłuższej drzemki obudził mnie mój telefon, który dostał sms'a. Nie miałam zamiaru wstawać, bo okno było otwarte, a pod kocem było mi bardzo ciepło. Właśnie, dziwne. Kiedy zasnęłam, nie miałam kocu na sobie. To pewnie tata już przyszedł. W końcu. Na pewno umierał z ciekawości jak tam w mojej szkole, a ja po prostu sobie zasnęłam. Gdyby mama żyła, wywaliłaby mnie z łóżka i zaczęła wypytywać. Ale tata jest inny. Spokojny, zrównoważony i przede wszystkim kochający. Wiem, że mnie kocha, ale nie mówi mi o tym. Załamał się po śmierci mojej mamy, ale nie chce okazywać smutku przy mnie. Dobrze wiem, jaki jest samotny. Nie wyobrażam sobie go z inną kobietą. Nie, nie i jeszcze raz nie! Mamy nikt nie zastąpi. Tak bardzo za nią tęsknie.. Zaczęłam sobie przypominać nasze szalone zakupy, spacery. Zawsze z rana wyciągała mnie na rower. Kochałam ją. Nadal ją kocham i nigdy nie przestanę. Czasami czuję jej obecność - wiem , to głupie, ale potrzebuję tego. Do oczu napłynęły mi łzy. Muszę się uspokoić, tata nie może zauważyć mnie w takim stanie. Jeszcze zacznie się domyślać, co się dzieje, a wted
y nie dałby mi spokoju. Wolę zostawić to wszystko dla siebie. Zapaliłam lampkę która stała na moim czarnym stoliczku koło łóżka. Otuliłam się kocem, wyszłam z łóżka i zamknęłam okno. Spojrzałam przez nie. Było tak pięknie na dworze. Wyjątkowo jasna noc. Gwiazdy błyszczały, przypominały mi klejnoty, a księżyc rozświetlał całe niebo. Westchnęłam. Włożyłam swoje kapcie i zeszłam na dół nie zapalając świateł. Może tata już śpi, nie chciałabym go budzić. Pracuje tak długo i ciężko. Na oślep macałam ściany nie chcą się przewrócić. Kiedy zeszłam już na dół zapaliłam światło w jadalni. Usłyszałam jakiś szelest, więc szybko zapaliłam światło. Przestraszyłam się, ale na szczęście był to tata. Wyglądał na przygnębionego. Jestem bardzo ciekawska, lecz wolę na razie nie pytać się o co chodzi. Jest za późno, a poza tym on nie lubi się zwierzać.
- Cześć, tato - odpowiedziałam - Dawno wróciłeś? Nie słyszałam jak wchodziłeś. Zdrzemnęłam się na godzinkę .
- Jasne nie ma sprawy.. Idź spać - jest już późno, a jutro masz na 8.00 do szkoły, jeśli się nie mylę - odpowiedział i przewrócił stronę gazety na następną, nawet się na mnie nie spojrzał.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę schodów. Zdziwiłam się strasznie, że nie spytał się mnie nawet jak było w szkole. Nie ciężko było zauważyć, że coś go trapi. Wzięłam swoją piżamę z pokoju i poszłam do łazienki poleżeć w wannie, żeby odprężyć się i zapomnieć o wszystkim moich problemach, rozmyślaniach. Rozebrałam się i nalałam do wielkiej wanny olejek zapachowy i wypełniłam ją wodą. Weszłam do niej. Rozkoszowałam się cudownym, słodkim zapachem olejku czekoladowego. Po 20 minutach leżenia wypuściłam wodę z wanny i wyszłam z niej. Sięgnęłam z wieszaka swój fioletowy ręcznik w kwiatki i wytarłam się dokładnie. Założyłam swoją piżamę, rozczesałam włosy, po cichu wysuszyłam i na końcu wyprostowałam. Poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przyglądać się pustej ścianie bez powodu. Sięgnęłam po swoją wielką przytulankę spod poduszki i przytuliłam się do niej. Odsłoniłam okno, otworzyłam i spojrzałam przez nie. Poczułam zimno, więc szybko przykryłam się kołdrą. We wszystkich domach były zgaszone światła, oprócz jednego. Domu Victorii i Sama. Zauważyłam smukłą sylwetkę Sama, odwróconą do okna plecami. Chyba krzyczał. Nie wiem o czym i dlaczego, bo nie mam tak bardzo rozwiniętego zmysłu słuchu. Uśmiechnęłam się do siebie. Zamknęłam okno, bo w pokoju było strasznie chłodno. Wzięłam swoją komórkę z półki, na której ją zostawiłam. Ktoś do mnie dzwonił 3 razy. Numer prywatny.. Ciekawa jestem, kto to mógł być. Przecież nie podawałam nikomu numeru, oprócz Victorii. Może to była pomyłka. Ustawiłam sobie budzik na 7:00. Zgasiłam lampkę, zasłoniłam okno i położyłam komórkę na swoje miejsce. Przymknęłam oczy. Jutro drugi dzień w nowej szkole - pomyślałam i zasnęłam.
piątek, 14 maja 2010
Rozdział 4.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 Komentarze :)):
Ciekawe ;]
Masz talent dziewczyno!!!
JustAda
Prześlij komentarz