Dzisiaj postanowiłam, że nie będę pisała dalszych rozdziałów, bo po prostu nie mam dla kogo. Myślę też, nad napisaniem kolejnej książkowego bloga lecz teraz, w roku szkolnym czasu mieć nie będę. Bardzo dziękuję wszystkim obserwatorom i komentującym, którzy mieli ochotę zajrzeć na tego bloga. Jestem wam wdzięczna, jeszcze raz dziękuję!
Pozdrawiam :)
niedziela, 29 sierpnia 2010
KOŃCZYMY!
wtorek, 10 sierpnia 2010
Rozdział 7
- Trzeba zemścić się jakoś na Noemi - przecież nie będzie zatruwała Ci życia w tej szkole! - wyjaśniła mi Victoria.
- Przecież to cham… - nie dokończyłam zastanawiając się - No tak, zgadzam się z Tobą -
Z jednej strony to należy jej się za te niecałe dwa dni w szkole, ale natomiast z drugiej nie lubię robić ludziom przykrości. Chciałabym dać jej szansę, chociaż wiem, że i tak by z niej nie skorzystała.
- A jeśli się mnie nie posłuchasz to przyjdę to tej twojej szkoły i zrobię z nią porządek - zaśmiała się .
- Dobra, dobra! Będę grzeczna! - nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu.
- Trzeba będzie napisać Ci jakieś usprawiedliwienie z dzisiaj - pomyślała - umiem dość dobrze podrabiać podpisy. Jeszcze coś wymyślę zresztą.
- A tak właściwie to dlaczego nie jesteś w szkole? Przecież jest już - spojrzałam na zegarek - dziesięć po dziewiątej!
- Och - westchnęła - nie ważne. Jeszcze kiedyś Ci to wyjaśnię - wpatrywała się w sufit.
Nie chcąc być wścibska skinęłam głową. Spojrzałam przez okno. Nadal lało jak z cebra.
- Pogoda jest okropna, nieprawdaż?
- Ja tam lubię deszcz - odparła zawiązując swoje długie, czarne włosy w kucyk - mam ochotę gdzieś wyjść. Co ty na to?
- Oszalałaś?
Skinęła głową.
- Oszalałaś! – stwierdziłam.
Victoria wybuchła śmiechem.
- O której kończą ci się lekcje, Sheila? - zapytała.
-O dwunastej. Mogłam zostać w szkole. Trudno mi okłamywać tatę… - szepnęłam - co się stało to się nie odstanie – uśmiechnęłam się.
- Przynajmniej się spotkałyśmy – Victoria obnażyła swoje piękne, śnieżnobiałe zęby.
- Racja.
- Wracając do tematu – mam ochotę gdzieś wyjść. Pada coraz mniej. – spojrzała na okno – chyba nie chcesz zostać z moją mamą sam na sam – uśmiechnęła się – bywa strasznie denerwująca!
Zaśmiałam się.
- Kuszące, ale zdecyduję się chyba wyjść z Tobą. I tak jestem mokra! – przeczesałam swoje mokre włosy palcami tak, jak miałam to już w nawyku.
- Grzeczna dziewczynka! – zaśmiała się.
Z Victorią czas mijał szybko i przyjemnie. Jak to dobrze, że jest ona. Nie wiem jak poradziłabym sobie z moją nową klasą. W starej klasie byłam dość lubiana. Zostałby mi tylko mój tata, który wraca po nocach z pracy… Zastanawiałam się także nad zmianą szkoły, ale nie byłby zadowolony… Prywatna szkoła którą mi zapewnił powinna mnie w stu procentach cieszyć. Victoria złapała mnie za rękę i pociągnęła w kierunku drzwi wejściowych. Z kuchni wydobywał się piękny zapach. Pewnie moja sąsiadka piecze ciasteczka.
- Dziewczynki, poczekajcie! Upiekłam ciasteczka, weźcie parę na drogę! – powiedziała mama Victorii wręczając mi dużą, papierową paczuszkę.
- Dziękuję. Pachną świetnie, pewnie tak samo smakują. – podziękowałam.
Ubrałam trampki, kurtkę i wyszłyśmy. Teraz kropiło tylko trochę, było do zniesienia.
- A jeśli mój tata nas zobaczy? – spanikowałam – twoja mama nic mu nie powie, tak?
- Mam nadzieję, że nie. Nawet gdyby, to wyjaśnisz całą sytuację chyba się nie rozzłości?
- Ale ja nie chcę mu mówić o Noemi. Przecież sobie z nią poradzimy już niedługo, prawda? – uśmiechnęłam się – no to gdzie mnie porywasz?
- Chodźmy do lasu – zaproponowała mi Victoria.
Uśmiechnęłam się.
- Dobry pomysł.
Droga do lasu zabrała nam niewiele czasu. Właściwie nie działo się tam nic szczególnego, cały czas rozmawiałyśmy jak w szkole u Victorii, muzyce, butach i najnowszych filmach.
- Nigdy nie widziałam twojej mamy. Może kiedyś ją poznam? – powiedziała ni stąd, ni zowąd Victoria.
Zabolało. Poczułam, jakby ktoś przebił mnie niewidzialną strzałą.
- Nie żyje - wybąkałam cicho patrząc w niebo.
- Boże, Sheila. Jaka ja jestem głupia, że o to spytałam – przytuliła mnie.
Zaskoczył mnie ten gest.
- Przecież nie wiedziałaś… Skoro mamy być wobec siebie szczere, muszę mówić prawdę.
- To nie zmienia postaci rzeczy. – przytuliła mnie mocniej.
Stałyśmy w tej pozie około minutę, kiedy w końcu przyjaciółka mnie puściła.
- Muszę powoli przyzwyczajać się do tego, że ona … - westchnęłam – nie żyje. Była dla mnie przyjaciółką i wzorem. Tak bardzo jej potrzebuję…
Spojrzałam na zegarek w telefonie. Cyferki przeskoczyły na 11:55.
- Już późno. Niedługo kończą się lekcje, więc muszę być w domu. Do zobaczenia – pocałowałam ją w policzek i odbiegłam.
Kiedy przedarłam się przez las wylądowałam na ulicy otoczonej pięknymi domami. Ponownie spojrzałam na zegarek: 12:05. Kiedy szłam w kierunku mojej ulicy zauważyłam Noemi. Teraz się zemszczę, pomyślałam.
- Cześć Noemi! – powitałam ją kiedy znalazła się wystarczająco blisko.
- Witaj Rudzielcu – zachichotała – nie ładnie urywać się tak z lekcji.
Z uwagi, że pada zauważyłam wielką kałużę stojącą tuż przed nami.
- Trudno – uśmiechnęłam się.
- Lepiej już pójdę, bo ktoś mnie z Tobą zobaczy! – znowu zachichotała.
Kiedy odwróciła się, żeby pójść już do domu podstawiłam jej nogę. Noemi przewróciła się prosto w kałużę.
- Ojej, przepraszam! – zaśmiałam się.
- Jeszcze tego pożałujesz, świnio! – krzyknęła.
Wróciłam do domu szczęśliwa. Zadzwoniłam do drzwi, które błyskawicznie otworzył mi tata.
- Cześć, kochanie – powitał mnie.
- Cześć, tato.
Weszłam do środka, ściągnęłam buty i poszłam w kierunku schodów.
- Jak było w szkole? – usłyszałam wołanie taty.
- Dobrze. Bardzo, bardzo dobrze – uśmiechnęłam się i poszłam do góry.
sobota, 29 maja 2010
Rodział 6.
- Przesadziłaś! Co ty sobie myślisz? - mówiłam - Co ja Ci zrobiłam?
Noemi uśmiechnęła się tylko złośliwie.
- Przecież ja Ci nic nie robię. - usprawiedliwiała się Noemi.
Zorientowałam się, że krzyczałam, a nie mówiłam. Spojrzenia uczniów były skierowane na mnie, a nauczyciel wskazał mi drzwi. Wstałam, spakowałam się i wyszłam bez słowa.Miałam ochotę ją udusić. Chociaż wiem, że nie odważyłabym się tego zrobić. Nie obchodzi mnie, co teraz myślą sobie teraz inni. Minęły niecałe dwa dni w szkole, a ja mam już serdecznie dosyć! To nie jest normalne. Ale boję się powiedzieć o tym tacie. Będzie zawiedziony. Ale Noemi jeszcze zobaczy, pożałuje tego. Wyszłam na dwór, przed szkołę. Lekko kropiło, ale nie przeszkadzało mi to. Usiadłam na ławce, wyjęłam komórkę i z kieszeni i napisałam krótkiego SMS'a do Victorii : " Vicki. Ona robi to znowu. Przyjdź do mnie po 15, porozmawiamy. " Kiedy nacisnęłam 'wyślij' zdziwiłam się. Wolę opowiadać o swoich problemach prawie obcym osobom, z którymi rozmawiałam tylko raz, a nie mojemu własnemu tacie? Zresztą .. to teraz mnie nie obchodzi. Teraz pójdę sobie do domu, nie zamierzam wracać na lekcje. Nadrobię wszystko, więc nie ma problemu. Założyłam kaptur i powoli zaczęłam iść w stronę domu. Znowu w głowie miałam te same pytania - dlaczego? Dlaczego oni tak bardzo mnie nie lubią? Przecież jestem zwykłą, miłą dziewczyną. Może to dlatego? Niepotrzebnie się tutaj przeprowadzaliśmy.Tutaj, w Merkantville wcale nie jest tak cudownie. Zwyczajnie, tak jak wszędzie. Kiedy doszłam do domu, zaczęłam szukać w torbie kluczy. Oj. Mamy problem. Zapomniałam kluczy! Co ja teraz zrobię? Jedyne co zostaje, to zadzwonić do Victorii. Tak więc zrobiłam :
- Halo, Vicotoria?
- Cześć Shaila!
- Odczytałaś mojego smsa? Pan od historii wywalił mnie za drzwi, bo trochę wydarłam się na Noemi. Ale nie ważne. Właśnie jestem przed domem i zapomniałam kluczy. Jesteś w domu? - zapytałam
- Odczytałam, odczytałam. To rzeczywiście musiało być coś poważnego. Zresztą, opowiesz mi wszystko ze szczegółami kiedy się spotkamy! Jestem w domu, możesz przyjść - odpowiedziała mi Victoria.
- Super, cieszę się! Zaraz będę. - odłożyłam słuchawkę.
Ucieszyłam się, że spotkam Victorie. Lubiłam ją. Kiedy doszłam już do jej domu zadzwoniłam do drzwi. Jej dom nie był ani duży, ani mały. Taki w sam raz. Ściany były pomalowane na biało, a dach był czarny. Na podwórku latał stary owczarek niemiecki który wpatrywał się we mnie jak w obraz. Czekałam z niecierpliwością, aż Victoria otworzy mi drzwi. Po chwili przyszła jej matka. Miała blond włosy i ciemne oczy. Miała na sobie brązowy fartuszek.
- Dzień dobry. Jest Victoria?
- Tak jest, proszę wejdź. Ty jesteś Sheila? - zapytała mnie - Victoria opowiadała mi o Tobie. I jak tam Ci idzie w nowej szkole? Musi Ci być trudno.
- Jakoś .. daję radę - odpowiedziałam szybko.
- Victoria jest na górze, pierwszy pokój od lewej.
- Dziękuję!
Kiedy mama Victorii wpuściła mnie do domu rozejrzałam się po salonie dyskretnie. Było dość skromnie. Żółte ściany, stara podłoga, kanapa, która wygląda jakby zaraz miałaby się rozlecieć. Nie chcąc stać dłużej w jednym miejscu poszłam po schodach na górę i zapukałam do drzwi Victorii. Na jej drzwiach były rozwieszone piękne rysunki anime i magmy i autoportret. Jej rysunki były staranne i bardzo dopracowane. Może poproszę ją kiedyś o lekcje! Kiedy tak przyglądałam się rysunkom drzwi otworzyła Victoria.
- Cześć Viki! - uśmiechnęłam się.
- O, Sheila. Właśnie na Ciebie czekałam. Musiałam jeszcze posprzątać swój pokój, bo miałam straszny bałagan! - odpowiedziała mi również uśmiechem - Wejdź, proszę.
- Pięknie rysujesz - wskazałam ruchem głowy na rysunki
- Dziękuję, ale to nic takiego - odpowiedziała mi skromnie Victoria.
Weszłam do pokoju i usiadłam na kanapie. Opowiedziałam jej całą sytuację która działa się w szkole.
- No i wtedy wyszłam z sali i poszłam do ciebie - zakończyłam opowieść.
- O nie! - oburzyła się Victoria - nie możemy tego tak zostawić! Mam plan ..
sobota, 15 maja 2010
Rozdział 5.
Obudziłam się o 6:00 przestraszona. Miałam okropny sen : Było późno. Chciałam wybrać się na spacer. Kiedy robiłam drugie kółko wokół mojego domu zauważyłam mojego tatę w kałuży krwi. Nie wiedziałam co robić. Wpatrywałam się w niego przerażona i uklęknęłam przy nim. Pogłaskałam go po włosach i wyjęłam komórkę z kieszeni, żeby zadzwonić na policję i pogotowie. Nagle spostrzegłam tych samych chłopaków idących w moją stronę. Nie miałam zamiaru krzyczeć. Czekałam, aż dojdą sami. Kiedy jeden z nich się do mnie zbliżał, przymknęłam oczy i.. nagle się obudziłam.To było okropne. Najgorsze jest to, że widziałam podobnych kręcących się w mojej okolicy. Dobra, Sheila ogarnij się - pomyślałam. To tylko sen ale .. taki realistyczny. Wstałam o godzinę wcześniej, więc miałam jeszcze trochę czasu dla siebie. Wstałam z łóżko i spojrzałam w lustro stojące naprzeciwko jego. Moje włosy były całe poskręcane, wyglądałam jak czarownica. Ok, jest dobrze. Przynajmniej będę miała chwilkę na "uspokojenie" mojej fryzury. Pobiegłam po prostownicę i zaczęłam prostować włosy. Kiedy już skończyłam, założyłam koszulę w kratę, białą koszulkę na ramiączkach, białe rurki i trampki. Byłam praktycznie gotowa. Skoczyłam jeszcze na chwilę do łazienki umyć zęby i zeszłam na dół. W salonie zauważyłam tatę leżącego na kanapie. Zasnął. Lepiej będzie jak nie będę go budzić. Zostawię mu tylko karteczkę, żeby nie był niespokojny. Wyjęłam masło, bułki i nutellę i zrobiłam sobie kanapki. Były pyszne! Kocham nutellę, ale wolę jeść ją łyżeczką. Usiadłam na fotelu i zaczęłam czytać wczorajszą gazetę. Właściwie to jej nie czytałam, bo jakoś nie interesuje mnie polityka. Przewracając strony prawie doszłam do końca. Dostałam SMS'a. Wyjęłam komórkę z kieszeni i odblokowałam klawiaturę. Od kogo ten SMS, a dokładniej MMS? Numer prywatny? Dziwne, wczoraj ktoś też dzwonił do mnie z nr. zastrzeżonego. Otworzyłam wiadomość i strasznie się zdziwiłam i przy okazji zasmuciłam. Na zdjęciu który był dołączony do wiadomości byłam ja. Wczoraj byłam ubrana tak samo. Moje zdjęcie było przerobione. Pełno pryszczy, okropne brwi, wąsy.. To nie było śmieszne, wręcz żałosne i dziecinne.. ale i tak mnie to przybiło. To były pewnie Neomi jej koleżanki. Dlaczego ona mnie tak nie lubi? Przecież praktycznie z nią nie rozmawiałam! Wiedziałam, że na wczorajszym się nie skończy. Miałam jeszcze dużo czasu, ale jakoś nie chciało siedzieć mi się w domu. Założyłam trampki. Padał deszcz, więc ubrałam kaptur na głowę i zarzuciłam torbę na ramię. Powolnym krokiem szłam w stronę szkoły. Na szczęście nie miałam do niej daleko, bo dłużej przy takiej pogodzie nie wytrzymałabym. Wyjęłam komórkę, założyłam słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki. Właśnie, muzyka. Ona nie zdradzi, nie oszuka, nie skłamie. Jak tu jej nie kochać? Zbliżałam się do szkoły powolnym krokiem. Zauważyłam Nicka. Chłopak chyba też mnie za bardzo nie lubi, ale lepszy on od Noemi. Stanęłam obok niego, otworzyłam torbę i wsadziłam słuchawki do najmniejszej kieszonki. Po minucie ciszy postanowiłam się odezwać :
- Witaj Nick.
- Cześć, cześć - odpowiedział i spojrzał w trawę.
Nasza rozmowa nie była za ciekawa. Właściwie tylko ja mówiłam i pytałam się, czy zrobił zadania domowe, które były zadane.
- A tak nawiasem mówiąc to.. czy wiesz może, dlaczego Noemi, Burberry i Channel są dla mnie.. nie za miłe? - zapytałam, żeby przerwać kolejne minuty ciszy.
- Noemi? - rozbłysły mu oczy jak wtedy , kiedy na lekcji spytałam się również o Noemi - Sam nie wiem. Po prostu ... szukają kogoś, kto mógłby być ich "niewolnikiem" który będzie odrabiał jej zadanie domowe itp. Ty się jej sprzeciwiłaś.
- Rozumiem w każdym bądź razie, nie dam sobą pomiatać. Może.. - i tutaj przerwał mi dzwonek.
Wyciągnęłam małą karteczkę z moim planem lekcji - historia. Nigdy nie byłam dobra w tym przedmiocie, ale może pójdzie mi lepiej w tym roku. Sala 25. Kiedy doszłam już do sali usiadłam w przedostatniej ławce. Tym razem sama. Nagle zobaczyłam wchodzącą Noemi, Burberry i Channel. Spojrzałam do książki, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Usłyszałam dźwięk odsuwanego krzesła. To Noemi usiadła ze mną w ławce. Tylko po co? Może przemyślała sobie swoje zachowanie.. A może dlatego, bo chce mi znowu podokuczać? W to pierwsze za bardzo nie wierzę.
- Cześć, Ruda - uśmiechnęła się złośliwie Noemi i kopnęła mnie w nogę.
Udawałam, że mnie to nie bolało. Może kiedy będę dla niej miła ona też taka będzie:
- Hej Noemi - uśmiechnęłam się.
Wtedy pan od historii zaczął tłumaczyć temat i czytał tekst z podręcznika. Noemi kopała mnie nadal, zaczęłam się denerwować. Nie miałam zamiaru na nią skarżyć, bo byłabym kablem do końca pobytu w tej szkole, a tego raczej nie chcę. Noemi ostrzyła swój ołówek. Kiedy już to zrobiła, otworzyła temperówkę i wysypała czarne wiórki na moje białe spodnie.
piątek, 14 maja 2010
Rozdział 4.
Z mojej dłuższej drzemki obudził mnie mój telefon, który dostał sms'a. Nie miałam zamiaru wstawać, bo okno było otwarte, a pod kocem było mi bardzo ciepło. Właśnie, dziwne. Kiedy zasnęłam, nie miałam kocu na sobie. To pewnie tata już przyszedł. W końcu. Na pewno umierał z ciekawości jak tam w mojej szkole, a ja po prostu sobie zasnęłam. Gdyby mama żyła, wywaliłaby mnie z łóżka i zaczęła wypytywać. Ale tata jest inny. Spokojny, zrównoważony i przede wszystkim kochający. Wiem, że mnie kocha, ale nie mówi mi o tym. Załamał się po śmierci mojej mamy, ale nie chce okazywać smutku przy mnie. Dobrze wiem, jaki jest samotny. Nie wyobrażam sobie go z inną kobietą. Nie, nie i jeszcze raz nie! Mamy nikt nie zastąpi. Tak bardzo za nią tęsknie.. Zaczęłam sobie przypominać nasze szalone zakupy, spacery. Zawsze z rana wyciągała mnie na rower. Kochałam ją. Nadal ją kocham i nigdy nie przestanę. Czasami czuję jej obecność - wiem , to głupie, ale potrzebuję tego. Do oczu napłynęły mi łzy. Muszę się uspokoić, tata nie może zauważyć mnie w takim stanie. Jeszcze zacznie się domyślać, co się dzieje, a wted
y nie dałby mi spokoju. Wolę zostawić to wszystko dla siebie. Zapaliłam lampkę która stała na moim czarnym stoliczku koło łóżka. Otuliłam się kocem, wyszłam z łóżka i zamknęłam okno. Spojrzałam przez nie. Było tak pięknie na dworze. Wyjątkowo jasna noc. Gwiazdy błyszczały, przypominały mi klejnoty, a księżyc rozświetlał całe niebo. Westchnęłam. Włożyłam swoje kapcie i zeszłam na dół nie zapalając świateł. Może tata już śpi, nie chciałabym go budzić. Pracuje tak długo i ciężko. Na oślep macałam ściany nie chcą się przewrócić. Kiedy zeszłam już na dół zapaliłam światło w jadalni. Usłyszałam jakiś szelest, więc szybko zapaliłam światło. Przestraszyłam się, ale na szczęście był to tata. Wyglądał na przygnębionego. Jestem bardzo ciekawska, lecz wolę na razie nie pytać się o co chodzi. Jest za późno, a poza tym on nie lubi się zwierzać.
- Cześć, tato - odpowiedziałam - Dawno wróciłeś? Nie słyszałam jak wchodziłeś. Zdrzemnęłam się na godzinkę .
- Jasne nie ma sprawy.. Idź spać - jest już późno, a jutro masz na 8.00 do szkoły, jeśli się nie mylę - odpowiedział i przewrócił stronę gazety na następną, nawet się na mnie nie spojrzał.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę schodów. Zdziwiłam się strasznie, że nie spytał się mnie nawet jak było w szkole. Nie ciężko było zauważyć, że coś go trapi. Wzięłam swoją piżamę z pokoju i poszłam do łazienki poleżeć w wannie, żeby odprężyć się i zapomnieć o wszystkim moich problemach, rozmyślaniach. Rozebrałam się i nalałam do wielkiej wanny olejek zapachowy i wypełniłam ją wodą. Weszłam do niej. Rozkoszowałam się cudownym, słodkim zapachem olejku czekoladowego. Po 20 minutach leżenia wypuściłam wodę z wanny i wyszłam z niej. Sięgnęłam z wieszaka swój fioletowy ręcznik w kwiatki i wytarłam się dokładnie. Założyłam swoją piżamę, rozczesałam włosy, po cichu wysuszyłam i na końcu wyprostowałam. Poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przyglądać się pustej ścianie bez powodu. Sięgnęłam po swoją wielką przytulankę spod poduszki i przytuliłam się do niej. Odsłoniłam okno, otworzyłam i spojrzałam przez nie. Poczułam zimno, więc szybko przykryłam się kołdrą. We wszystkich domach były zgaszone światła, oprócz jednego. Domu Victorii i Sama. Zauważyłam smukłą sylwetkę Sama, odwróconą do okna plecami. Chyba krzyczał. Nie wiem o czym i dlaczego, bo nie mam tak bardzo rozwiniętego zmysłu słuchu. Uśmiechnęłam się do siebie. Zamknęłam okno, bo w pokoju było strasznie chłodno. Wzięłam swoją komórkę z półki, na której ją zostawiłam. Ktoś do mnie dzwonił 3 razy. Numer prywatny.. Ciekawa jestem, kto to mógł być. Przecież nie podawałam nikomu numeru, oprócz Victorii. Może to była pomyłka. Ustawiłam sobie budzik na 7:00. Zgasiłam lampkę, zasłoniłam okno i położyłam komórkę na swoje miejsce. Przymknęłam oczy. Jutro drugi dzień w nowej szkole - pomyślałam i zasnęłam.
poniedziałek, 3 maja 2010
Rodział 3.
Zbliżaliśmy się do mojego domu. Czy powiedzieć tacie o tym, jak dzieje się u mnie w szkole?
Chyba raczej nie będzie to najlepsze wyjście. Dobrze, że poznałam chociaż Victorię i
Sama. Wydają się bardzo sympatyczni. Zaoferowali mi swoją pomoc, ale raczej z niej nie
skorzystam. Dam sobie radę sama. Chyba. Zobaczymy jak będzie jutro. Wzięłam swoją torbę z
bagażnika i podziękowałam Victorii za podwózkę. Szkoda, że Sam nie chodzi razem ze mną
do szkoły. Byłoby mi na pewno lepiej z kolegą. Założyłam kaptur, bo padało nadal. Zadzwoniłam
do drzwi, ale szybko przypomniałam sobie, że mojego taty nie ma w domu. Na pewno
jest ciekawy, jak poszło mi w szkole. Wyjęłam klucze z kieszeni i szybko otworzyłam drzwi,
bo było bardzo zimno. Moją przemokniętą kurtkę powiesiłam na wieszaku, a
plecak rzuciłam gdzieś w kąt i zdjęłam trampki.
Poszłam do kuchni i zobaczyłam małą karteczkę na stole - " Wrócę dzisiaj późno do domu,
nie czekaj na mnie. - Tata ". Świetnie. Cudownie. Pięknie. O niczym innym nie marzę,
niż o samotności. Przeczesałam sobie włosy palcami. Fuj. Były całe mokre i śmierdziały.
Gorąca kąpiel - to jest to. Kiedy już zbliżałam się do schodów zadzwonił dzwonek.
Pewnie ktoś do taty. Podeszłam do drzwi i spojrzałam przez szybkę. Victoria i Sam.
Szybko otworzyłam drzwi. Victoria uśmiechnęła się :
- Cześć Shaila ! Wpuścisz nas?
- Jasne, wchodźcie. Fajnie, że przyszliście. Mojego taty nie będzie do późna, więc
przyda mi się trochę towarzystwa! - odpowiedziałam z uśmiechem.
Spojrzałam na Sama. On tylko kiwnął mi głową na powitanie i uśmiechnął się niepewnie.
Odwzajemniając mu uśmiech zaczęłam zastanawiać się dlaczego jest taki skryty w sobie.
Kiedy moi goście zdjęli już kurtki i buty zaprosiłam ich do swojego pokoju. Usiadłam
na kanapie i zasugerowałam im, żeby zrobili to samo.
- Mówiłaś nam , o Neomi i ich koleżankach - powiedziała Victoria.
- A my powiedzieliśmy Ci , że w każdej chwili możemy Ci pomóc - przerwał jej Sam.
- No i mamy taki pomysł - jeśli jutro znowu będzie dla Ciebie niemiła zadzwoń do
nas. Już my coś wymyślimy - Victoria wyjęła karteczkę i długopis z torebki
i napisała mi numer swój i Sama - albo po prostu napisz do mnie na GG.
- Dziękuję. Ale dlaczego tak bardzo chcecie mi pomóc? Przecież
nie znamy się za dobrze - zapytałam się.
- No bo .. - tłumaczenie Victorii przerwał jej Sam, który trącił ją łokciem.
Zdziwiłam się. Ciekawa jestem o co jej chodziło. Spytam jej się, kiedy
zostaniemy same.
- Musimy już iść - odezwał się Sam.
- Skoro musicie. Dobrze, że przyszliście. Tylko szkoda, że tak krótko! - odpowiedziałam.
Kiedy odprowadziłam ich do drzwi, oni ubrali się i wyszli. Poszłam do kuchni, żeby
zrobić sobie coś do jedzenia. spojrzałam przez okno i zobaczyłam krzyczącego coś do
Victorii Sama. Trochę się zdziwiłam, ale nagle zobaczyłam machającą do mnie Victorie,
więc szybko spuściłam wzrok. Zrobiłam sobie kanapki z masłem i dżemem. Usiadłam do stołu,
włączyłam telewizję na MTV, a kiedy już zjadłam wzięłam swój plecak i poszłam na górę. Wzięłam gorącą kąpiel. Kiedy wyszłam przetarłam się ręcznikiem, ubrałam piżamę i założyłam swoje kapcie. Weszłam do swojego pokoju. Ale tu bałagan! - pomyślałam. Trzeba to ogarnąć, ale jakoś nie chce mi się sprzątać. Pościeliłam łóżko, rzuciłam się na nie i wzięłam na kolana swojego laptopa. Przypomniałam sobie o karteczce którą zostawiła mi Victoria. Spojrzałam na nią. Wszystko było dokładnie podane - adres, numer telefonu , gadu-gadu, nazwisko .. Zaczęłam szukać ją na facebooku. Znalazłam i dodałam ją do znajomych. Zaczęłam szukać informacji w internecie do mojej pracy domowej, aż w końcu zasnęłam.
czwartek, 29 kwietnia 2010
Rozdział 2.
Wstałam i spojrzałam na nią. Ogarnął mnie strach. Stały za nią jeszcze trzy
dziewczyny które widziałam na rozpoczęciu. Otrzepałam sobie spodnie i spojrzałam na nią.
- Kim ty jesteś? O co ci chodzi? - powiedziałam ze smutkiem.
- Nazywam się Noemi, Rudzielcu. - zachichotała i popchnęła mnie na szafki.
Zadzwonił dzwonek - mój wybawca.Mam nadzieję, że nie będę chodziła do klasy razem z Noemi i jej koleżankami.
Myślałam, że nie będzie tu tak źle. Zresztą zobaczymy, może znajdę jakąś
bratnią duszę. Sala 33 - matematyka. Zaczęłam krążyć po korytarzu, ale zauważyłam parę
osób idących do tej samej klasy, której ja szUkam. Spojrzałam ukradkiem
na osoby siedzące w klasie i odetchnęłam z ulgą - nie było tam dziewczyn, które
widziałam na apelu. Może nie będzie tak źle.
Stanęłam przy biurku nauczyciela, żeby powiedzieć mu, że jestem nową
uczynnicą w tej szkole. Uśmiechnął się do mnie i pokazał mi ławkę, w której mam
siedzieć. Miałam siedzieć koło strasznie przystojnego chłopaka, imieniem Nick.
- Cześć, jestem Sheila. Sheila Bellamy. - uśmiechnęłam się.
- Super. Ja nazywam się Nick. - odpowiedział znudzony i spojrzał do swojej książki.
- Ehm. Mam pytanie. Wiesz może do jakiej klasy chodzi .. Noemi? Nie znam jej nazwiska,
ale jej imię jest dosyć oryginalne. - zapytałam się nieśmiało.
- Noemi? - odpowiedział radosny - Oh. Ona chodzi do 3B. Dlaczego pytasz?
- No bo .. - nie zdążyłam mu odpowiedzieć, bo nauczyciel mi przerwał :
- Nie rozmawiajcie! Nowa, a już się panoszy!
Spłonęłam rumieńcem.Będzie dobrze, przecież w klasie byłam najlepsza z matematyki, chodziłam
na wszystkie konkursy, ale lepiej nie będę się tym chwaliła. Jeszcze wezmą mnie za
kujonkę, czy coś w tym rodzaju. Pan Lerman napisał na tablicy zadanie do obliczenia. Nikt się
nie zgłosił, więc wybrał mnie. Wstałam i prawie przewróciłam się o kogoś torbę, ale w ostatnim momencie
podparłam się o ławkę. Dziewczyny siedzące w ostatniej ławce chichotały, ale nie miałam zamiaru
się tym przejmować. Nie chcę, żeby one też zepsuły mi dzisiaj humor. Już starczy. Podeszłam
niepewnie do tablicy i wzięłam kredę w rękę. Kiedy rozwiązałam już zadanie, czekałam, aż pan Lerman
je sprawdzi. Kiwnął głową i uśmiechnął się :
- Bardzo dobrze, Bellamy.
Odeszłam do swojej ławki bez słowa i przepisywałam swój przykład do zeszytu wiedząc, że połowa klasy
się na mnie patrzy. Nick poprosił mnie o rozwiązanie kolejnego zadania, żeby mógł podlizać się nauczycielowi.
Ostatnio za mocno mu podpadł - tak mi opowiadał. Kiedy zadzwonił już dzwonek powoli zaczęłam wkładać
książki do torby. Podeszły do mnie 2 dziewczyny :
- Hej, jestem Chanel - uśmiechnęła się i trąciła łokciem swoją koleżankę.
- A ja Burberry, miło mi cię poznać. - zachichotała - mamy prośbę. Widziałyśmy, że jesteś dosyć
dobra z matematyki. Dzisiaj jest impreza u Noemi i nie będziemy miały czasu odrobić naszych
zadań domowych. Mogłabyś zrobić to za nas?
- Noemi? - przełknęłam ślinę - No nie wiem. Chciałam dzisiaj ..
- Odwdzięczymy ci się - przerwała mi Chanel.
- Na prawdę, nie mogę. Przykro mi. Może następnym razem.
- Jeszcze zobaczymy! - prychnęła.
Następne lekcje minęły równie szybko, nie działo się nic ciekawego.
Nadal siedziałam z Nickiem. Dostałam od mojego taty smsa :
"Kochanie, nie będę mógł dzisiaj po Ciebie przyjechać. Przyjedzie po Ciebie nasza sąsiadka."
Nie byłam za bardzo zadowolona. Chciałam wyżalić się z tego wszystkiego tacie, a nie
osobie zupełnie mi nieznanej. Wyszłam przed szkołę. Zaczęło mocno padać, więc założyłam
kaptur na głowę. Zauważyłam Noemi ze swoimi koleżankami - Chanel i Burberry w luksusowym
samochodzie. Kiedy koło mnie przejeżdzały ochlapały mnie i pojechały dalej. Spojrzałam na
siebie. Byłam cała mokra! Dlaczego ona cały czas mi to robi? Przecież razem wymieniłyśmy
tylko parę zdań! Koło mnie zatrzymał się samochód. To pewnie moja sąsiadka.
- Wskakuj, Shaila! - krzyknęła radośnie z samochodu.
Weszłam do niego i zatrzasnęłam drzwi. Samochód był strasznie mały. Trochę wstyd było mi
nim jeździć przy takich bogatych kolegach i koleżankach.
- Cześć - powiedziałam nieśmiało - to ty jesteś moją nową sąsiadką? Jak masz na imię?
- Nazywam się Victoria. A to mój braciszek , Samuel. Jest w twoim wieku. - spojrzała w lusterko.
Obróciłam się do tyłu, żeby go zobaczyć.
- I jak tam w nowej szkole? Poznałaś kogoś?
- Tak, poznałam kilka osób. Ehmm - zawahałam się, czy powiedzieć jej o swoich problemach - niestety,
jest taka jedna nie za miła.
- Jak to? - zapytała się Victoria.
- No bo .. cały czas mnie zaczepia. Popycha, podkłada nogi. A ja zupełnie jej nie znam!
Praktycznie z nią nie rozmawiałam! - wyżaliłam jej się - Ma na imię Neomi, a jej koleżanki
to Chanel i Burberry. Może nie powinnam iść do szkoły prywatnej..
- Nie przejmuj się, będzie dobrze. Jeśli nie, zawsze możesz poprosić nas o pomoc. - odezwał się Samuel.
Zapomniałam, że w ogóle jest w tym samochodzie.
- Sam, ty też chodzisz do tej szkoły co ja?
- Niestety nie. Chodzę do Gimnazjum publicznego. - odpowiedział ze smutkiem - Chciałbym chodzić
do szkoły prywatnej, tak jak Ty!
- Uwierz, nie chcesz.. - westchnęłam.
Cz 2.
Była 7.55. Zaczęłam stresować się coraz bardziej. Zaczęłam na nowo rozmyślać.Czy będę lubiana? Jacy będą nauczyciele? Czy dobrze będzie szło mi w szkole?Czy poznam kogoś ciekawego? Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek. Wzięłam głęboki wdech i poszłam na apel do sali gimnastycznej. Stałam gdzieś na końcu, żeby nie wyróżniać się za bardzo. Poczułam na sobie spojrzenia innych uczniów.Prawie wszyscy się tu znali, przecież to szkoła prywatna. Wszyscy byli tak pięknie ubrani. Byli idealni! Nagle zobaczyłam, jak wpatrują się we mnie trzy dziewczyny. Nasze spojrzenia spotkały się, ale ja szybko odwróciłam głowę. Spojrzałam na nie zza włosów. Szeptały i chichotały. Zrobiłam się cała czerwona. Dyrektor zaczął wygłaszać swoją mowę, ale ja go nie słuchałam. Byłam bardzo ciekawa o czym one rozmawiają. Zastanawiałam się, czy do nich podejść czy nie. Kiedy apel już się skończył miałam 5 minut przerwy.Chodziłam po korytarzu szukając swojej szafki. Zapatrzona w karteczkę z informacjami nagle przewróciłam się. Zobaczyłam dziewczynę nade mną która śmiała się ze mnie. To ona podłożyła mi nogę. Do oczu napłynęły mi łzy.
środa, 28 kwietnia 2010
Rozdział 1
Otworzyłam oczy i spojrzałam zaspana na budzik.
Cyferki na wyświetlaczu przeskoczyły na 6:57.
Powoli usiadłam, przeciągnęłam się, nie wychodząc z łóżka rozchyliłam zasłony i wyjrzałam przez okno.
Sięgnęła do okna, by przekręcić klamkę. Chłodne, wilgotne powietrze wpadło do pokoju. , więc szybko schowałam się pod kołdrę,
starając się ocalić resztki ciepła. Nagle ogarnął mnie niepokój.
Początkowo nie zdawałam sobie sprawy czego dotyczył, ale stopniowo przypomniałam sobie jego przyczynę. To pierwszy dzień w nowej szkole.Zadzwonił budzik. Przestraszyłam się i wyskoczyłam z łóżka jak
oparzona. Lękliwie podkulając palce u stóp założyłam kapcie. Odwróciłam się w stronę krzesła, gdzie poprzedniego wieczora przyszykowałam
sobie na rozpoczęcie roku - białą koszulę i jeansy. Kiedy już się ubrałam, szybko związałam swoje długie rude włosy w luźną kitkę.
Za chwilę rozległ się
głos taty :
- Sheila, kochanie! Pośpiesz się, chyba nie chcesz się spóźnić?
- Już idę, tato! - krzyknęłam, założyłam torbę na ramię i zbiegłam po schodach.
Poczułam dym. Zauważyłam tatę stojącego przy kuchence , robiącego naleśniki. Od czasu śmieci mamy
nadal nie radzi sobie z gotowaniem, zazwyczaj robię to ja. Podeszłam do niego, żeby zobaczyć
jak mu idzie. Naleśniki nie wyglądały apetycznie, były strasznie spalone. Nie chcąc robić
tacie przykrości wyjęłam dwa talerze i położyłam je na blacie.
- Tato, dzisiaj była moja kolej na zrobienie śniadania. - powiedziałam.
- Wiem, ale chciałem zrobić Ci niespodziankę. Wiem, że lubisz naleśniki. - odpowiedział z uśmiechem. -
cóż, może nie będą takie dobre jak twoje, ale zawsze coś!
Kiedy naleśniki były już gotowe, zjadłam je szybko, bo chciałam zadzwonić do swojej najlepszej przyjaciółki - Stelli.
Trochę żałuję, że wyprowadziłam się z Parkville. Mieszkałam tam całe 16 lat, byłam bardzo przywiązana do tego miejsca.
Tata przeprowadził się ze mną do Merkantville, żeby przede wszystkim otrząsnąć się ze śmierci mojej mamy. Nie mówił mi
tego, ale wiem o tym. Mama była jego pierwszą i ostatnią miłością. Moje myśli zakłócił dzwięk silnika samochodu
zapalanego przez tatę. Podnosząc torbę, zaczęłam się zastanawiać jak to będzie w tej nowej szkole. Założyłam kurtkę,
trampki i wyszłam. Szybko wskoczyłam do samochodu taty. Drogę przetrwaliśmy w milczeniu. Kiedy już dojechaliśmy,
w końcu się odezwał :
- Będzie dobrze, zobaczysz.
- Zobaczymy - odezwałam się i niepewnie zaczęłam iść w stronę szkoły.